Wywiady

  1. Panie doktor, sezon przeziębień już się rozpoczął. Jakich rad udziela Pan swoim pacjentom, żeby skutecznie zabezpieczyli się przeciw przeziębieniom, grypie? Jak powinna wyglądać profilaktyka?

 

Okres sezonowych infekcji wirusowych każdego roku powoduje wiele problemów zdrowotnych, a przy niefachowym postępowaniu, doprowadza do poważnych powikłań, których najgorszym scenariuszem może być zgon. Świadomość tak poważnych zjawisk wywoływanych błahym, jakby się wydawało, przeziębieniem powinna skłaniać nas do bardzo poważnego podejścia do okresu sezonowych zachorowań. Założenie czapki, szalika i ciepłego płaszcza powinno być wynikiem troski o zdrowie. Roztropność w reagowaniu na zjawiska pogodowe jest podstawową zasadą profilaktyki, którą przypominam swoim pacjentom.

Zmiana pory roku to również zmiana funkcjonowania naszego organizmu. Procesy hormonalne, dystrybucja energii, zapotrzebowanie na witaminy ulegają zmianom. Dostosowanie diety i ewentualne suplementowanie witamin i mikroelementów należy do istotnych działań zabezpieczających przed spadkiem odporności i ryzykiem zachorowania na grypę. Jednym z najważniejszych i najzdrowszych regulatorów funkcjonowania naszego organizmu jest utrzymywanie stałej aktywności fizycznej w ciągu roku. Zachowanie odpowiedniej proporcji pomiędzy pracą a odpoczynkiem zamykają całość procesu profilaktyki infekcji sezonowych.


2. Czy osoby pracujące w klimatyzowanych biurach, przed komputerami są jakoś szczególnie narażenie na zimowe choroby? Jak oni powinni o siebie dbać? Na co zwracać uwagę?


Człowiek XXI wieku często nazywany jest homo sendentarius (łac. człowiek siedzący) i to odejście od naturalnego, aktywnego stylu życia powoduje powstawanie wielu problemów zdrowotnych, czasem tak powszechnych, że nazywamy je chorobami cywilizacyjnymi. Jeżeli do długotrwałego siedzenia dołożymy przebywanie w pomieszczeniu klimatyzowanym, ze wszystkimi zagrożeniami z tego wynikającymi, a także długotrwałe wpatrywanie się w monitor komputerowy, powstaje zespół zagrożeń, z których powinniśmy sobie zdawać sprawę, jeśli chcemy uniknąć problemów ze zdrowiem.

Wciąż bezkrytycznie stosowaną metodą jest podawanie antybiotyków, nawet bez ustalenia jednoznacznej przyczyny infekcji. Osoby leczone antybiotykami często uważają, że to wystarczająco „mocne” leczenie i mogą chodzić do pracy. W ten sposób, dzięki nieprawidłowemu leczeniu i stałej ekspozycji na czynniki infekcyjne, dochodzi do powstawania chorób przewlekłych albo groźnych dla zdrowia i życia powikłań.

Systematyczna aktywność fizyczna na świeżym powietrzu jest niezbędną profilaktyką, która może nas uchronić przed spadkiem odporności. Eliminacja dodatkowych czynników ryzyka, takich jak używki: papierosy, alkohol, kawa, słodycze, jest niemal tak samo ważna jak ruch. Połączenie tych dwóch działań daje gwarancję poprawy jakości życia.

 

3. A kiedy już zachorujemy, to jak najskuteczniej się leczyć? Jakie błędy często popełniamy, próbując szybko zwalczyć chorobę?

Wielu pacjentów, ale niestety również lekarzy wciąż wierzy w cudowną tabletkę na wszystko. Idąc za przekonaniem, że farmakologia jest nowoczesną odpowiedzią na problemy zdrowotne, albo sami podejmujemy, albo zgadzamy się na lekarską propozycję leczenia objawowego oraz przedwczesną lub niewskazaną antybiotykoterapię. Tak zabezpieczeni odpowiednio dużą ilością tabletek uważamy, że możemy dalej bezpiecznie funkcjonować, chodzić do pracy i dziwimy się, że objawy chorobowe nie ustępują. Przy ponownej wizycie otrzymujemy kolejny antybiotyk, bo tamten pewnie „nie trafił” w bakterię i proces leczenia się wydłuża.

Wielu pacjentów odkłada moment rozpoczęcia leczenia do chwili, gdy już nie jest w stanie funkcjonować, zakładając, że przeziębienie da się przechodzić i powinno samo ustąpić. Nieprawidłowo leczone przeziębienia w długim okresie dają efekt niekorzystny i mogą prowadzić do powstawania przewlekłych zaburzeń.

Podstawowym zaleceniem proponowanym przez Instytut Zdrowego Leczenia w przypadku zachorowania na sezonową grypę lub przeziębienie jest jak najwcześniejsze podjęcie leczenia, a w szczególności wczesne pobudzanie układu odpornościowego.


4. W czym specjalizuje się Dr Narcyz?

Dr Narcyz to rodzinna firma medyczna zajmująca się leczeniem i promowaniem zdrowych metod leczenia, opartych szczególnie na pobudzaniu układu odpornościowego człowieka do prawidłowego reagowania na infekcje i zjawiska środowiskowe. Jednymi z badań, które skłoniły nas do podjęcia działalności w myśl dobra społecznego, są badania amerykańskie i brytyjskie, które pokazały, że u dzieci leczonych w pierwszym roku życia antybiotykiem w życiu dorosłym stwierdza się dwa razy częściej astmę oskrzelową względem grupy dzieci, które antybiotykiem w pierwszym roku życia nie były leczone. Bardzo niepokoi nas częsta postawa, również przedstawicieli naszego środowiska, którzy przepisując antybiotyk mówią: „nie zaszkodzi”, zapominają tym samym, że podanie leku nie jest obojętne dla organizmu i może zaszkodzić.

Założyliśmy Fundację Leczyć Zdrowo, której celem jest edukacja w zakresie zdrowych metod leczenia, a także przekazywanie wiedzy o postępowaniu ratowniczym, które powinien znać każdy człowiek. W oparciu o Fundację powołaliśmy do istnienia Instytut Zdrowego Leczenia, który jest instytucją zajmującą się rozpowszechnianiem wiedzy o zdrowiu człowieka. Wciąż poszukujemy partnerów i osób mogących pomóc w rozwijaniu i przekazywaniu naszej wiedzy i idei w najszerszy sposób.

Pośród promowanych przez nas metod postępowania leczniczego na pierwsze miejsce wysuwa się leczenie bańkami lekarskimi. Uznajemy tę metodę za bardzo skuteczny, bezpieczny i łatwo dostępny, a tym samym tani sposób pobudzania układu odpornościowego. Myśląc z kolei o zdrowiu naszego kręgosłupa, stworzyliśmy własny system ćwiczeniowy, który proponujemy osobom wykonującym prace siedzące i spędzającym dużo czasu w pojazdach. Oddziaływanie na organizm poprzez systematyczne stosowanie Systemu Izometrycznej Ochrony Kręgosłupa przyniosło wielu osobom cierpiącym na dolegliwości bólowe ulgę, a dla innych stanowi doskonałą profilaktykę przeciwko powstawaniu bardzo nieprzyjemnych zespołów korzeniowych i przeciążeniowych.


5. W jakich sytuacjach można stosować leczenie bańkami? Czy to bezpieczne? W jaki sposób działa?

Stosowanie baniek lekarskich jako metody leczniczej jest prostym zabiegiem, którego może nauczyć się każdy. U mnie w domu bańki potrafi stawiać nawet sześcioletnia córka. Wraz z Instytutem Zdrowego Leczenia wskazujemy zastosowanie baniek lekarskich w procesach leczniczych - jako pierwsze działania po pojawieniu się objawów infekcji. Zwykle zachęcamy, aby bańki stawiać wieczorem, przed snem, a po wykonanym zabiegu pacjent powinien do rana pozostać w łóżku. W ten sposób uzyskujemy najlepsze warunki do uaktywnienia reakcji immunologicznej.

Zastosowanie baniek, czyli miejscowo działającego podciśnienia w celu wywołania miejscowego odczynu zapalanego, powoduje rozpoczęcie reakcji odpornościowej, zwanej też kaskadą zapalną. W najszerszym znaczeniu pobudzamy pierwotnie nieswoiste metody odpornościowe, a następnie aktywuje się reakcja swoista, związana z produkcją przeciwciał.

Bańki lekarskie Dr Narcyz mogą być stosowane bezpiecznie, ale nie powinny być stosowane bezkrytycznie. Istnieją konkretne przeciwwskazania do stosowania baniek.

Obserwujemy, że osoby, które leczą się bańkami lekarskimi w przypadku nawet niewielkich infekcji kataralnych, uzyskują długotrwały efekt odpornościowy i mają znacznie krótsze okresy absencji w szkole i w pracy niż osoby leczące się farmakologicznie (antybiotyki, sterydy, leki przeciwalergiczne).


6. Czy można stawiać bańki dla samego relaksu?

Stosowanie baniek leczniczych ma wielowiekową tradycję. Medycyna chińska opierała teorię skuteczności baniek na wpływie na przepływ energii w organizmie. W naszym wieku często uznawano działanie baniek jako metodę usuwania „złej” krwi. Dziś wiemy, że mechanizm działania baniek wynika z ich miejscowego wywoływania reakcji immunologicznej. Stąd najczęściej stosujemy bańki lekarskie w celu leczenia chorób infekcyjnych i alergicznych. Znane jest również zastosowanie baniek lekarskich w fizjoterapii i medycynie sportowej. Oddziaływanie podciśnienia na zmęczone lub uszkodzone mięśnie pozwala zmniejszyć ich napięcie, poprawić miejscowo ukrwienie i tym samym przyspieszyć powrót do normalnego funkcjonowania. Podobny efekt możemy uzyskać względem mięśni nieprawidłowo napiętych w związku z długotrwale przyjmowaną postawą siedzącą. Powstające w ten sposób bóle napięciowe często skutecznie zmniejszają się lub ustępują po miejscowym zastosowaniu baniek lekarskich. Dla wielu osób postawienie baniek w miejscu zmęczonych mięśni stanowi relaks i odpoczynek porównywalny z dobrze wykonanym masażem.

 

 

Lek. Narcyz Sadłoń - podróżnik, taternik, alpinista. Z zawodu lekarz pracujący przez ostatnie dziesięć lat na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. W latach 2009-2010 był lekarzem osobistym prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Członek rady i wolontariusz Fundacji Leczyć Zdrowo z Kościeliska, prezes Towarzystwa Oświatowego im. Św. Jana Kantego w Kościelisku, twórca i prezes Medycznej Telewizji Internetowej NASAMED.TV, Instytutu Zdrowego Leczenia oraz polskiej marki Dr Narcyz.

Obecnie pracuje w Wojskowym Ośrodku Szkoleniowo – Kondycyjnym w Zakopanem. Żonaty, ma cztery córki.

 

1) Pani ostatnia płyta to „Kolędy na żywo”, jednak na oficjalnej stronie pojawiła się informacja o planach na nowy album, który miałby się ukazać już w tym roku. Czy może Pani coś zdradzić, w jakim klimacie będą nowe kawałki? Czym się Pani inspiruje?

 

Może sprostuję, że tytuł „Kolędy na żywo” nosiła płyta, którą nagrałam w 2001 roku, natomiast teraz nagrałam kolędy w ramach specjalnego projektu. Nie ukrywam, że nie planowałam go jakoś wcześniej. Zrobiłam tę płytę razem z moimi znakomitymi muzykami, aranżacją zajął się Grzegorz Jabłoński. Kilka utworów świątecznych nagraliśmy bardziej tradycyjnie, a przy kilku pozwoliliśmy sobie na większe szaleństwo, jeżeli chodzi o formę i sposób aranżacji oraz wykonania. Do kolęd każdy ma prawo i każdy może je robić po swojemu i to jest fajne, bo dzięki temu poznajemy kreatywność twórców. Ja często kupuję kolędy innych wykonawców, wręcz zbieram je, co roku. Natomiast ta płyta wybiła mnie z rytmu, w który już chciałam wchodzić, czyli rytmu robienia nowej płyty solowej. Wiem, że moi fani bardzo czekają na nową płytę i mogła się pojawić informacja, że pojawi się ona w tym roku. Ja natomiast nie obiecuję na 100%, chociaż mam nadzieję. Nad płytą zaczynam już pracować, ale nie założyłam sobie żadnego deadlinu. Ponieważ chcę sobie dać czas, żeby powstało coś fajnego, świeżego i ciekawego. A żeby tak się stało, nie chcę się spieszyć. Oczywiście nie mówię, że to będzie za dwa, trzy lata, ale może się uda w tym roku lub przyszłym.

Jeśli chodzi o to, jaka to ma być płyta, to jeszcze za wcześnie, aby zdradzać szczegóły. Na razie pierwsze utwory, nad którymi pracuję, to piosenki, które robię razem z moim mężem Michałem Dąbrówką, z którym zrobiłam ostatnią płytę „CoMix”. Zachęceni i uskrzydleni opiniami kolegów z branży po ostatnim pozytywnym przyjęciu płyty, która była naszym pierwszym muzycznym dzieckiem od początku do końca, pomyśleliśmy, że pójdziemy o krok dalej. Mogę jedynie zdradzić, ze to będzie płyta bezkompromisowa. Robimy coś, co czujemy i co nas kręci, i mamy nadzieję, ze znajdą się podobni do nas, jeśli chodzi o odbiorców. Co mnie inspiruje? Tak naprawdę całe życie to inspiracja. Słuchamy bardzo dużo nowej, świeżej muzyki albo inspirujemy się jakimś nowym instrumentem. Ostatnio mój mąż kupił nowy syntezator i spędził kilka dni w piwnicy, czyli tam gdzie jest nasze studio. Od razu na bazie kilku brzmień powstawał nowy pomysł. Czasami nawet brzmienie jest punktem wyjściowym.

 

 

2) W jakim okresie życia najbardziej cieszyły Panią występy estradowe? Z jakim odczuciem odsłuchuje Pani swoje przeboje z okresu kilkuletniej dziewczynki?

Trudno mi powiedzieć, w jakim okresie. Śpiewanie w ogóle na żywo jest chyba dla mnie najbardziej ciekawe, ponieważ nic nie jest powtarzalne, wszystko zaskakuje i bywa dużą niespodzianką. Publiczność, muzycy, wszystko inspiruje inaczej. Wszystko zależy od nastroju i chwili. Zresztą ja mam coś takiego, że przy każdej nowej płycie zmieniam aranżacje koncertowe również starszych piosenek, które wykonuję, więc nie nudzę się. Staram się, żeby nie dopadła mnie rutyna. Chyba nigdy nie było tak, żeby te występy mnie jakoś znudziły. I zawsze mnie bardzo cieszą, zawsze jest to dla mnie jakieś wydarzenie, mobilizacja i adrenalina.

Gdy odsłuchuję nagrania z dzieciństwa, to jest to dla mnie czymś, jak oglądanie zdjęć z dzieciństwa - bardzo śmieszne. I cały czas nie mogę wyjść z podziwu, że te piosenki tyle czasu przetrwały i cały czas wszyscy o nich pamiętają, i do nich wracają. To jest niezwykle miłe i znaczy, że miały w sobie jakąś prawdę. Myślę, mówiąc trochę nieskromnie, że były dobre; na pewno dobra kompozycja mojego taty z dobrymi tekstami, w większości przypadkach Jerzego Dąbrowskiego, ale nie tylko, które były tak skonstruowane, że nie traktowały dzieci jakoś gorzej. Dzieciom również należy się fajna, profesjonalna muzyka. I wtedy byliśmy może pionierami w takim podejściu. W podobnym czasie była też „Akademia Pana Kleksa”, a tak wcześniej to nie było zbyt wiele piosenek tak zaaranżowanych dla dzieci, jak dla dorosłych. Cieszę się, że coś takiego powstało i w zasadzie wpisałam się trochę tym w historię. Tak to dziś odbieram, patrząc, jak długie ma to życie. Natomiast ja w ogóle na swoje stare rzeczy, nie mówię już tutaj o dziecinnych, ale na takie piosenki, jak z płyty „Światło” czy kolejnych, zawsze patrzę z takim dystansem i z niektórych rzeczy jestem bardzo dumna, „Ale ja wtedy potrafiłam zaśpiewać” albo „O fajnie, że na coś takiego wpadłam”. A niektóre, nie ukrywam, chętnie zakopałabym głęboko gdzieś pod drzewem, ukradła ludziom płyty z domów i nie chciała, żeby to było słyszalne. Ale to jest chyba normalne.

 

3) Od śmierci Pani mamy minęło tyle lat, a jej piosenki wciąż zachwycają. Pamięć o Annie Jantar jest podtrzymywana również dzięki Pani. Proszę powiedzieć, czyim pomysłem było zorganizowanie koncertu „ Życia mała garść”? Czy jest on czymś w rodzaju hołdu dla wielkiej piosenkarki, ale przede wszystkim matki?

 

Jeśli chodzi o koncert „Życia mała garść” to proszę o sprostowanie w pytaniu. Jest to koncert dedykowany pamięci moich rodziców, Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego. Koncert nie jest moją inicjatywą, tylko miasta Opole oraz Narodowego Centrum Polskiej Piosenki. Została mi złożona taka propozycja, żeby zrobić taki koncert. Ja nie za bardzo wiedziałam, jak się do tego zabrać, ponieważ to jest trudne, aby zrobić koncert, w którym odda się hołd dwojgu osobom. Po pierwsze, są to moi rodzice, a więc jest to bardzo osobista sprawa. Po drugie, każde z nich w historii polskiej piosenki ma swoje miejsce i ogarnąć dwa życiorysy, tak je przedstawić i wybrać takie utwory, które pokażą, jaką rolę pełnili, w ciągu jednego koncertu, który w sumie zawierał 16 utworów, to nie było łatwe. Miałam taki klucz, żeby pokazać kompozycje mojego taty, które skomponował dla mojej mamy, ale również dla innych wykonawców, i piosenki mojej mamy, które śpiewała, skomponowane przez tatę jak i przez innych kompozytorów. Była to sztuka ograniczeń, jeżeli chodzi o sferę muzyczną. Potem pomyślałam sobie, że znakomicie byłoby mieć kogoś, kto aranżację potraktuje świeżo, wniesie coś nowego, a jednocześnie uszanuje w tych piosenkach to, co jest ważne. Jestem pewna, że najodpowiedniejszą osobą do tego okazał się Adam Sztaba, który moim zdaniem zrobił genialne aranżacje. Kolejna osoba, Bartek Prokopowicz, czyli reżyser, który reżyserował koncert i zrobił go w inny sposób. Wydaje mi się, że udało nam się odejść od festiwalowości, nie było konferansjera. Były filmiki, które wcześniej zrobiliśmy, przy których również ja pracowałam, bo rozmawiałam z wieloma osobami bliskimi moim rodzicom. Stworzył się taki piękny pamiętnik wspomnień. Nie trzeba było więcej słów ani żadnych zapowiedzi. Ten film się sam układał, jako piękna historia. No i chyba najważniejsze osoby, czyli wykonawcy, którzy dali nowe serce i nowe tchnienie w te piosenki. Ich świeże interpretacje, bo też mi na tym zależało. Wszyscy kochają to, co już było, i wiem, że są fani mojej mamy, którzy zawsze będą porównywa

: „Lepiej nie będzie”, a tutaj nie ma być lepiej. Tu po prostu ma być na nowo i inaczej. Zależało mi, żeby pokazać, że te piosenki po latach mogą poruszać, zachwycać i znaleźć też nową publiczność. I to się stało. To jest chyba najważniejsze, że te piosenki zachwycają na nowo w innych wersjach, innych wykonaniach. To jest dla mnie wielka satysfakcja. W ogóle praca nad ta płytą była dla mnie czymś niezwykle ważnym, mistycznym i nie ukrywam, że i bardzo wzruszającym. Pomimo tego, że cały czas byłam za kulisami przy tej pracy, wydaje mi się, że przeżyłam znacznie więcej, niż gdybym śpiewała. To była moja świadoma decyzja. Wydawało mi się, że to już mnie przerasta, i chciałam też dać zupełnie inne spojrzenie. Dzięki temu mamy coś nowego, piękną płytę, która właśnie ukazała się w formie DVD i audio o tym samym tytule „Życia mała garść”.

 

4) Czy oprócz niezależności twórczej, jaką daje Pani nagrywanie wraz z mężem we własnym studiu, ma Pani jakieś szersze palny, będąc producentką? Coś na wzór Kayax? Poszukiwanie nowych talentów i pomaganie na starcie?

Myślę, że to przyjdzie kiedyś, że razem z mężem będziemy wspierać młode talenty. Jest wiele osób, którym staram się jakoś pomóc, może jeszcze nie fonograficznie, nie wydałam jeszcze nikomu płyty. To jest też wielka odpowiedzialność. Nie chciałabym zrobić tak, że zabieram się za coś, a sama tak do końca nie wiem, jak robić. Myślę, że jeszcze troszeczkę musi czasu upłynąć, żebym ja dojrzała do tego, żeby odpowiadać za czyjąś karierę; ale to jest rzeczywiście jakaś przyszłość, żeby wspierać młodych ludzi i pomagać im produkować płyty czy nawet w ogóle produkować, zwłaszcza że mamy do tego odpowiednie warunki studyjne. Zobaczymy. Póki co skupiam się na swojej kolejnej solowej płycie i póki mam taką kreatywnoś

, żeby zrobić coś swojego, świeżego i nowego, to jeszcze chcę o to powalczyć, bo teraz jest fajny etap w moim życiu. Mam takie wrażenie, że nic nie muszę. Nie muszę nikomu nic udowadnia

ani spełniać czyichś oczekiwań. Myślę, że to jest taki czas, kiedy można zaryzykować czymś bardziej odważnym artystycznie, zrobić coś, z czego będzie się dumnym. Zresztą do każdej płyty ma się takie podejście, ale tym razem nie zależy mi na tym, aby ta płyta coś osiągnęła od strony komercyjnej lub oczekiwań. Nie myślę o piosenkach w kontekście radiowym, tylko o ciekawym projekcie, czymś, co będzie spójne z wizją i uda mi się zamknąć w całość, a to jest chyba najtrudniejsze, bo zrobić jedną fajną, ciekawą piosenkę można, natomiast cały album, który będzie spójny, to już się trzeba trochę bardziej postarać. Trochę pracy przede mną, ale fajnej. Mam do zapełnienia kartkę czymś nowym i ciekawym. Czymś, co kocham.

 

5) Czy Janek albo Ania zdradzają już muzyczny talent, jaki odziedziczyli po rodzicach?

Moje dzieci chodzą do szkoły muzycznej, są w klasie fortepianu. Jasio w tym roku kończy już podstawową szkołę fortepianu i to z sukcesem, i chyba pójdzie w tym dalej. Ania jest w pierwszej klasie szkoły muzycznej, ale jest bardzo skupiona na tym. Nie trzeba jej gonić do ćwiczenia, szybko wszystko łapie. Na pewno są muzykalne i na pewno talent muzyczny mają. Mnie jest trudno oceniać i ja nie będę też tutaj się zastanawiała, co będzie z ich przyszłością. Jasio mówi, że chciałby być muzykiem i że to lubi bardzo; Ania, jeszcze nie wiem, bo ma 7 lat i ma tysiąc pomysłów na minutę; ale wydaje mi się, że podstawowe wykształcenie muzyczne na pewno im się przyda. Uczy to dyscypliny, cierpliwości, skupienia, wyrabia wyobraźnię, więc na pewno chcemy im to zapewnić. Dorastają w świecie muzyki, wśród naszej pracy, naszych spotkań z muzykami, z kolegami, prób, koncertów, często nam towarzyszą przy takich okazjach. No i teraz pytanie, czy będą chciały pójść tą drogą, którą mogą zaobserwować łatwo, czy na przekór - zrobić coś innego. To już będzie ich decyzja. My możemy im tylko pomagać. Najważniejsze, żeby mieli jakąś pasję, bo wiem, że to jest coś, co bardzo w życiu nakręca.

  • W programie „Bitwa na głosy” przewodzi Pani zespołowi kilkunastu osób tworzących świetnie funkcjonujący chór. Jakie są sposoby na osiągnięcie sukcesu w pracy zespołowej?

-  przede wszystkim współpraca :))) Gdyby to nie był zgrany team, nic bym nie mogła zrobić. Wszyscy stanęli na wysokości zadania i dzielnie współpracują, mimo że nie zawsze jest łatwo. Praca nad piosenkami, wyjazdy do Warszawy są bardzo męczące ale cel, na który chcemy przekazać pieniądze z ewentualnej wygranej, mobilizuje wszystkich do pracy i na razie są tego wspaniałe efekty.

  • Razem z mężem, aktorem Łukaszem Nowickim uczestniczy Pani w kampanii społecznej Żywiec Zdrój – po stronie natury. Jakie działania proekologiczne podejmuje Pani w codziennym życiu?

Przede wszystkim uczymy naszego syna wrażliwości wobec natury. Uczymy go oszczędzania papieru, zazwyczas rysuje na używanych wcześniej przez nas kartkach,  oszcędzamy wodę, segregujemy śmieci,  używamy toreb ekologicznych...Staramy się jak najczęściej używać rowerów zamiast samochodu.

  • Niedługo ukaże się Pani nowa płyta. Jakie ma Pani plany zawodowe w najbliższym czasie?

Już niebawem chcę zaprezentować pierwszą piosenkę z mojej pierwszej solowej płyty. Przed wakacjami być może pojawi się cała płyta ale to nie tylko ode mnie zależy. Pracuję nad płytą wraz z producentem Robertem Amirianem i byłym gitarzystą Brathanków, Jackiem Królikiem. To jest teraz moje najważniejsze zajęcie oprócz Bitwy na głosy. Poza tym rozpoczynamy koncerty od maja i na ten czas czekam najbardziej :)
Dziękujemy za rozmowę

  • W programie „Bitwa na głosy” przewodzi Pani zespołowi kilkunastu osób tworzących świetnie funkcjonujący chór. Jakie są sposoby na osiągnięcie sukcesu w pracy zespołowej?

-  przede wszystkim współpraca :))) Gdyby to nie był zgrany team, nic bym nie mogła zrobić. Wszyscy stanęli na wysokości zadania i dzielnie współpracują, mimo że nie zawsze jest łatwo. Praca nad piosenkami, wyjazdy do Warszawy są bardzo męczące ale cel, na który chcemy przekazać pieniądze z ewentualnej wygranej, mobilizuje wszystkich do pracy i na razie są tego wspaniałe efekty.

  • Razem z mężem, aktorem Łukaszem Nowickim uczestniczy Pani w kampanii społecznej Żywiec Zdrój – po stronie natury. Jakie działania proekologiczne podejmuje Pani w codziennym życiu?

Przede wszystkim uczymy naszego syna wrażliwości wobec natury. Uczymy go oszczędzania papieru, zazwyczas rysuje na używanych wcześniej przez nas kartkach,  oszcędzamy wodę, segregujemy śmieci,  używamy toreb ekologicznych...Staramy się jak najczęściej używać rowerów zamiast samochodu.

  • Niedługo ukaże się Pani nowa płyta. Jakie ma Pani plany zawodowe w najbliższym czasie?

Już niebawem chcę zaprezentować pierwszą piosenkę z mojej pierwszej solowej płyty. Przed wakacjami być może pojawi się cała płyta ale to nie tylko ode mnie zależy. Pracuję nad płytą wraz z producentem Robertem Amirianem i byłym gitarzystą Brathanków, Jackiem Królikiem. To jest teraz moje najważniejsze zajęcie oprócz Bitwy na głosy. Poza tym rozpoczynamy koncerty od maja i na ten czas czekam najbardziej :)

·      Czy korzysta Pani z pomocy specjalistów w zakresie finansów, 
             Jakie Ma Pani w tym względzie doświadczenie?

Ze względu na to, że w finansach poruszam się jak Alicja w krainie czarów, wszystkimi sprawami finansowymi zajmuje się

mój mąż Łukasz. :)

 
 

 

Ze względu na moje plany zawodowe, nie mogę wcześniej zaplanować tegorocznych wakacji i prawdopodobnie będziemy wybierać destynację w ostatniej chwili.Być może o wyborze kraju zadecydują wolne bilety lotnicze.

  • Potrafi Pan połączyć działalność biznesową oraz realizację własnych marzeń. Czy możliwa jest zamiana pasji w pensję? Jak pogodzić intensywną pracę zawodową z podróżowaniem?

Nie jest to łatwe, ale możliwe do realizacji. Mam szczęście, że moja praca jest związana z moją pasją. Uważam, że powinniśmy starać się robić w życiu te rzeczy, które dają nam satysfakcję i nas pasjonują. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to możliwe. Dlatego przynajmniej powinniśmy próbować. Jestem często zapraszany przez firmy, żeby podzielić się swoim doświadczeniem i pomóc w motywowaniu do osiągania celów. Dzięki takim spotkaniom opracowałem cykl szkoleń związanych z motywacją, zarządzaniem i osiąganiem celów. Realizują je świetni trenerzy w ramach założonego przeze mnie Instytutu Marka Kamińskiego. Piszę też książki. Można więc powiedzieć, że dzieląc się moją pasją i doświadczeniem, rozwijam firmę.

  • Jakimi projektami zajmuje się Pana fundacja? Na czym polega akcja Rehabilituj 1% podatku?

Fundacja pomaga chorym dzieciom i młodzieży w pokonywaniu barier i realizacji ich marzeń. Misją fundacji jest inspirowanie ludzi, aby niemożliwe stało się możliwe.

Fundacja realizuje swoje cele poprzez różnego rodzaju działania. Organizuje warsztaty, obozy i wyprawy dla dotkniętych przez los dzieci. Zbiera fundusze na rehabilitację, sprzęt rehabilitacyjny i protezy, jak również udziela wsparcia organizacyjnego, technicznego i instruktażowego dla uczestników wypraw oraz organizuje ogólnopolskie projekty edukacyjne i ekologiczne. Fundacja jest również inicjatorem programów edukacyjnych i społecznych oraz zajmuje się promocją zdrowego, aktywnego i ekologicznego trybu życia. Głównymi projektami fundacji są: Klub Odkrywcy Dobra, Nadzieja dla serc, Szlak Wisły oraz Klub Wypraw Odkrywanie świata, w ramach którego organizowane są wyprawy komercyjne dla osób indywidualnych.

Akcja Rehabilituj 1% podatku ma na celu promowanie wśród Polaków idei przekazywania 1% podatku na organizacje pożytku publicznego. Hasło mówi o rehabilitacji, ponieważ w ten sposób pokazujemy, na jakie cele nasza fundacja przeznacza zebrane w ten sposób pieniądze.

  • Wiosna sprzyja weekendowym wycieczkom. Jakie miejsca w Polsce poleca Pan na dwudniowy rodzinny wypoczynek?

Chętnie podróżuje po Polsce i odkrywam jej tajemnice. Szczególnie bliska jest mi Wisła, i zachęcam do jej poznawania – tereny nadwiślańskie są piękne. W przewodniku wiślanym „1047 tajemnic Wisły” opisane są różne ciekawe szlaki prowadzące wzdłuż Wisły, niektóre z nich są idealne na wiosenne dwudniowe wycieczki. Wisła płynie przez całą Polskę i pozwala odkryć wiele miejsc ważnych dla nas Polaków historycznie i geograficznie. Nieważne, czy popłyniemy kajakiem, czy pójdziemy piechotą, z grupą przyjaciół czy z rodziną. Ważne, żeby wyjść z domu, dojść do miejsc tak bliskich, a jednocześnie najczęściej słabo znanych. W przewodniku „1047 tajemnic Wisły” znajdą Państwo wiele różnych propozycji dla różnych poziomów zaawansowania, różnych zainteresowań i potrzeb. Zachęcam do poznawania Wisły. Zapraszam również na portal wiślany www.szlakwisly.pl, gdzie znajdą Państwo wiele ciekawych informacji turystycznych, przyrodniczych, ciekawostek.

  • Często powtarza Pan, że liczy się droga a nie cel. Jak najlepiej przygotować się do odkrywania świata jako podróżnik, a nie tylko turysta?

Jestem zwolennikiem dogłębnego poznawania świata. Wiele osób odwiedza wiele miejsc, by tak naprawdę później powiedzieć, byłem tam, ale w odkrywaniu świata nie o to chodzi.

Same cele są puste. Cel znajduje się poza wyprawą. Owszem, zawieszamy na nim cały kapitał doświadczenia, ale to ten kapitał tak naprawdę się liczy. W zasadzie cel jest końcem wyprawy. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, wydaje im się, że cel jest najważniejszy, bo on oświetla cała drogę, jest metaforą drogi. Według mnie sam w sobie nie jest on ważny. Jeżeli nie patrzymy na drogę, prowadząca do sukcesu, możemy nie dostrzec, że stał się on naszą porażką. Czy nie o tym opowiada wiele bajek? Ich bohaterowie dochodzą do celu i nagle okazuje się, że najważniejsza była droga, to, że kogoś na niej spotkali. Kiedy zacząłem odczytywać bajki przez pryzmat swoich doświadczeń, odkrywałem ten schemat w wielu historiach.

Liczy się droga, a nie cel. Nieraz sam cel może nas nawet rozczarować, ale jeśli po drodze ulitowaliśmy się nad jakimś żebrakiem, komuś podaliśmy rękę, na sam koniec to właśnie okazuje się ważne. Dlatego lepiej rozglądać się po drodze, niż tylko wyglądać punktu dojścia, bo możemy nie spotkać swojej przyszłej żony albo przyjaciela… A nawet jeśli i tak nie spotkamy, przynajmniej przeżyjemy coś interesującego.

  • Niedługo ukaże się Pana nowa książka „Wyprawa”. Jakie są Pana plany podróżnicze i zawodowe na rok 2011?

Moje najbliższe plany wiążą się z PROJEKTEM BIEGUN. Wstępem do niego będzie książka „Wyprawa”. Będzie można ją przeczytać już w maju. PROJEKT BIEGUN zabierze jego uczestników w fascynującą i inspirującą podróż i pokaże, że każdy ma swój własny biegun i każdy może go zdobyć. Pomoże im zamienić plany, marzenia na realne cele i je osiągnąć oraz przełamać strach i ograniczenia, które stoją na drodze do celu. W ramach projektu powstaną m.in. film, książka, audiobook, gra komputerowa oraz eventy specjalne.

Poza tym, już w marcu wydana zostanie pierwsza książka z serii wydawniczej – BIBLIOTEKA MARKA KAMIŃSKIEGO. Będzie to pierwsze pełne polskie wydanie książki Juliusza Verne’a „Przygody kapitana Hatterasa”. Czy pamiętają Państwo swoje lektury z dzieciństwa? Na pewno był wśród nich Juliusz Verne. Ale tej książki na pewno Państwo jeszcze nie czytali, ponieważ nigdy jeszcze nie wyszła po polsku w całości. Zapraszam do świata przygód i dzielnych zdobywców. Są Państwo profesjonalistami i pewnie większość czasu poświęcają na pracę, ale zachęcam do chwili relaksu, zresztą bardzo motywującego, bo czas spędzony z książkami Juliusza Verne’a nie będzie stracony dla życia zawodowego.

Myślę też o wyprawie na Fuji, a razem z Fundacją pracuję nad projektem Tour de Wisła, który będzie rowerowym rajdem wzdłuż Wisły oraz nad promocją akcji „Rehabilituj 1% podatku”.

  • Z czym Panu kojarzy się zawód doradcy podatkowego, czy ma Pan kontakt z doradcami?

Mam kontakt z wieloma osobami, które są doradcami. Myślę, że warto mieć doradcę i korzystać z jego wiedzy i doświadczenia – sami nie możemy być specjalistami w każdej dziedzinie. Prawo podatkowe jest dość trudnym zagadnieniem, dlatego warto skorzystać z pomocy specjalistów. Doradcy podatkowi pomagają mi w życiu zawodowym, przy planowaniu inwestycji i szacowaniu ich kosztów, oraz w życiu prywatnym, np. kiedy kupowałem dom. Dobry doradca daje poczucie bezpieczeństwa i właściwego wyboru, którego dokonaliśmy, co w dzisiejszym zagmatwanym świecie jest bezcenne.

Dziękuję za rozmowę.

 

Marek Kamiński - polarnik, podróżnik, żeglarz, autor książek, fotograf i przedsiębiorca. Pierwszy i jako jedyny człowiek na świecie zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku, bez pomocy z zewnątrz. 23 maja 1995 r. wraz z Wojciechem Moskalem dotarł na biegun północny, a 27 grudnia, samotnie zdobył biegun południowy. Jest założycielem Instytutu Marka Kamińskiego, Fundacji Marka Kamińskiego oraz firmy Invena. Mieszka w Sopocie z żoną Katarzyną, córką Polą, synkiem Kayem oraz towarzyszem podróży psem Ają.

Blog Marka Kamińskiego: www.marekkaminski.com

 

 

  • Jak założenie Fundacji zmieniło życie Anny Dymnej ?

Anna Dymna, aktorka, prezes Fundacji „Mimo Wszystko”: Moje życie musiało się zmienić, bo wypełniło się wieloma nowymi obowiązkami, znajomościami, kontaktami, sprawami… choć ja się zmieniać nie musiałam. Wierzę, w co wierzyłam, kocham, co kochałam, nie zmieniłam zawodu ani przyjaciół. Po prostu mój świat się rozszerzył i wypełnił nowymi doświadczeniami. Dotykam problemów, o których jeszcze niedawno nie miałam pojęcia, że istnieją. Czuję się tak, jakbym zapisała się na jakiś niezwykły uniwersytet życia… To fascynująca szkoła. Poznaję w niej prawdziwe wartości, piękno, cierpienie, dobro, okrucieństwo, bezradność, siłę, różne mechanizmy funkcjonujące w naszej rzeczywistości, prawa, ustawy, odruchy… Wszystko! Nie planowałam, że założę fundację. Chciałam po prostu pomóc moim 26 niepełnosprawnym intelektualnie przyjaciołom z Radwanowic, którzy w wyniku nowelizacji ustawy o zatrudnieniu i rehabilitacji osób niepełnosprawnych stracili prawo do dofinansowywanych przez państwo warsztatów terapeutycznych. Dla wielu z nich te warsztaty to była jedyna radość i sens życia. Tam się czuli potrzebni. Chciałam te warsztaty dla nich uratować. Nie dorabiałam do tego jakiejś specjalnej filozofii. To był normalny, ludzki odruch. Z czasem do fundacji zaczęło się zgłaszać coraz więcej ludzi potrzebujących pomocy… Kontakt z osobami niepełnosprawnymi sprawił, że przestałam narzekać. Cieszę się tym, że budzę się rano i idę na własnych nogach. Uświadomiłam sobie, jak często zdrowi ludzie tracą czas! Na jakieś głupoty, złości. Osoby niepełnosprawne potrafią się odbić od cierpienia… Wielu z nich swoim życiem udowadnia, że człowiek jest piękny i niezwykły. Dzięki nim poznałam  znaczenie słów księdza Jana Twardowskiego – „I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz”. Uczę się też mniej myśleć o sobie i krócej spać, bo praca na rzecz osób niepełnosprawnych pochłaniają coraz więcej mojego czasu…

  • Na co będą przeznaczone kwoty z 1% podatku dochodowego w tym roku?

Wkrótce rozpoczynamy budowę Ośrodka Wczasowo-Rehabilitacyjnego dla Osób Niepełnosprawnych „Spotkajmy się”, w nadmorskim Lubiatowie. Będzie to miejsce wypoczynku i rehabilitacji osób niepełnosprawnych z całej Polski, które z powodu trudnej sytuacji materialnej nie mogą sobie pozwolić na wyjazd poza miejsce zamieszkania. Na terenie ośrodka powstaną m.in. Warsztaty Terapii Artystycznej dla osób niepełnosprawnych intelektualnie i właśnie na ten cel chcielibyśmy przeznaczyć tegoroczne wpłaty z 1%. Ogromnie się cieszę, że w naszą kampanię włączyli się tacy ludzie jak Jerzy Hoffman, Kasia Nosowska, Piotr Najsztub i Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. Będzie ich można zobaczyć m.in. w naszym 1% spocie.

 

  • Spotyka Pani wiele osób bardzo ciężko doświadczonych przez los, które mimo wszystko zachowują optymizm. Jakie rady miałaby Pani dla zdrowych, ale przemęczonych pracoholików, którym brakuje radości życia?

Ludzie niepełnosprawni intelektualnie nauczyli mnie, że najważniejsze jest, aby obok nas ktoś był. Ci ludzie gdy są sami, usychają jak niepodlewane rośliny. Chcą się do kogoś przytulić i mieć poczucie, że są komuś potrzebni, dla kogoś ważni. Patrząc na nich wiem, że pragnę tego samego. Najważniejsze jest otworzyć się na drugiego człowieka. Czyjaś obecność jest dla nas często ratunkiem i schronieniem. Wszystkim, którzy są przemęczeni i tracą radość życia, życzę, by zrozumieli jak bardzo komuś są potrzebni.  Bo są! Na pewno! Trzeba to tylko zauważyć. A kiedy ktoś dzięki nim się uśmiechnie, to poczują radość, lekkość i zapomną o zmęczeniu i swoich problemach… w każdym razie zrobi się im lżej! Trzeba tylko spróbować.

  • Jak Przedsiębiorcy mogą włączyć się w działalność Pani Fundacji?

Przedsiębiorcy i firmy mogą włączyć się w działania mojej Fundacji na wiele sposobów. Mogą przekazać darowiznę, wesprzeć projekty, które realizujemy, wyposażać razem z nami „Dolinę Słońca”, albo włączyć się w budowę ośrodka „Spotkajmy się”. Możliwości jest bardzo wiele. Jeśli ktoś chce pomóc to jestem pewna, że szybko znajdzie sposób, jak to zrobić… Poza Fundacją prowadzę też Salon Poezji w Krakowie. Działa on już dziesiąty rok. Jest to salon społeczny i tu też potrzebuję wsparcia. Każda wpłata na ten cel daje radość wielu ludziom. Jest tyle wspaniałych i ważnych rzeczy do zrobienia. Najcenniejsza jest regularna, choćby nawet niewielka pomoc. Chciałabym wśród przedsiębiorstw znaleźć stałych darczyńców, którzy wspieraliby moją Fundację takimi cegiełkami dobrej woli np. 100, 200 lub 300 zł na miesiąc. Mogą to być oczywiście większe sumy, ważne, żebyśmy wiedzieli, że nasi podopieczni mogą na nie liczyć… Moja Fundacja działa coraz lepiej i skuteczniej. Staramy się każdego dnia pracować na zaufanie i życzliwość ludzi, bo tylko dzięki nim możemy coś dobrego zdziałać i razem zmieniać świat!

 

Dziękuję za rozmowę.

 

  • Prowadzi Pan program oglądany przez miliony widzów, jakie rady mógłby Pan przekazać naszym czytelnikom, którzy boją się publicznych wystąpień ?

Każdy, szczególnie na początku, ma prawo się obawiać takich wystąpień. To naturalne. Brak nam doświadczenia, za to często paraliżuje nas trema. Wszystko jest kwestią wprawy. To, co mogę poradzić czytelnikom  –  Ci, którzy chcą albo będą musieli występować publicznie, muszą  starać się zdobywać doświadczenie! To tak, jak jazda na nartach – „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”. Ja tez kiedyś niejednokrotnie się „wywróciłem”, ale dzięki temu zdobyłem doświadczenie, które teraz procentuje i broni przed ewentualną wpadką. Tak więc nie bać się i starać się zabierać głos na publicznych spotkaniach, debatach, panelach. Potem je samemu prowadzić. Albo jeśli nie mamy takich doświadczeń, samemu się nagrywać w domu albo starać się mówić np. do lustra..

  • Jest Pan aktywnym zawodowo tatą trójki dzieci. Jak udaje się Panu połączyć karierę z udanym życiem rodzinnym?

Powiem szczerze, że jest to bardzo trudne, ale możliwe, dzięki mojej wspaniałej żonie, która panuje nad wszystkim. Gdyby nie jej poświecenie, byłoby trudno. Ale, jak widać, jest to możliwe. Musimy tylko sami w naszych głowach i sercach ustawić odpowiedni system wartości. Im wcześniej sami sobie uświadomimy, że nie żyjemy już tylko dla siebie, a dla innych, tym łatwiej będzie nam przyjąć te wszystkie ograniczenia wynikające z obowiązków domowych. Bo tak naprawdę to, o co warto walczyć, to dom, rodzina! Wszystko inne jest tylko dodatkiem. Czymś chwilowym co szybko mija… Na łożu śmierci nikt nie żałuje, że spędził za mało czasu w firmie, za to większość żałuje, że zbyt mało siebie dała właśnie rodzinie. Niech to będzie drogowskazem dla wątpiących. A uśmiech dziecka, jego zaufanie do rodzica jest największą nagrodą, jaką możemy dostać za nasze poświęcenie, te nieprzespane noce, poszarpane nerwy, zabieganie i rezygnację z własnych przyjemności…

  • Jakie były według Pana trzy najważniejsze wydarzenia, które miał Pan okazję relacjonawac w trakcie trwania swojej kariery dziennikarskiej ?

Bez trudu mogę wymienić je jednym tchem. To katastrofa w Smoleńsku, śmierć Jana Pawła II i atak na WTC… i to właśnie w tej kolejności. Smoleńsk to była niewyobrażalna tragedia, która spadła znienacka, jak grom z jasnego nieba, pozbawiając nas prezydenta, wojskowej i politycznej elity. W takich mementach (a ja wówczas byłem w studiu TVP 1 i miałem z Warszawy prowadzić uroczystości z Katynia; okazało się, że moja rola w studiu była znacznie większa niż pierwotnie to zaplanowano i to ja podałem na antenie TVP 1 tę  tragiczną informację) trudno właściwie się zachować, dobrać odpowiednie słowo, tak aby nie było to banalne, a zarazem uniknąć histerii czy patosu. Tu też bardzo dużo zależy od nas samych – od naszej wrażliwości, taktu, ale i doświadczenia dziennikarskiego… Na śmierć Jana Pawła II byliśmy jednak wszyscy stopniowo przygotowywani, wiedzieliśmy, że to musi jednak kiedyś nastąpić, choć pamiętam jak z trudem w studiu Wiadomości, które prowadziłem, powstrzymywałem łzy, a wzruszenie odbierało mi głos… Z kolei atak na WTC to już jednak historia, a poza tym to zdarzyło się daleko od nas, co ma jednak wpływ na temperaturę emocji. Ale pamiętam, jak u nas w newsroomie TVN24 (bo tam wówczas pracowałem) ta informacja „walnęła”! Nie byliśmy w stanie w to uwierzyć. Wszyscy myśleli, że to tylko awionetka, która przypadkowo zahaczyła o gmach WTC. Ja, jako wydawca, nie dałem też wiary reporterom, którzy zaczęli już krzyczeć, że drugi samolot wbił się w drugą wieżę. To był dla nas szok…

Inne takie zdarzenia to np. wojna w Iraku, powódź w 1997, pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, zawalenie się  hali w Katowicach i wiele innych. Zawód dziennikarza jest pełen takich trudnych momentów, ale nie ukrywajmy, że takie chwile są dla nas też sprawdzianem i dają nam poczucie, jak ważną misję  pełnimy.

  • Komu powierza Pan sprawy swoich finansów? Czy myśli Pan, że doradztwo podatkowe to ciekawy temat na program telewizyjny ?

 

Od kilku lat mam już, na szczęście, osobę, która doradza mi w ubezpieczeniach (to agent z jednego z dużych towarzystw). Spotkałem go po moim wypadku, bardzo mi pomógł i do dziś się spotykamy. W takich kontaktach też musi być nazwę to „jakaś chemia”… A program? Jest bardzo potrzebny, bo mamy coraz bardziej skomplikowane i nieczytelne przepisy, ale myślę, że zrobić coś takiego w sposób ciekawy w TV jest trudne, dlatego znacznie częściej o tym możemy przeczytać w gazetach i Internecie.

  • W swojej książce "Wszystko jest po coś"  i programie "Niepokonani" pokazuje Pan, że nawet w najbardziej trudnych  doświadczeniach można znaleźć pozytywne przesłanie. Jak znaleźć dystans do codziennych kłopotów i cieszyć się życiem mimo wszystko?

To trudne, ale możliwe. Trzeba mieć w sobie taką wewnętrzną busolę, która wskaże nam ten właściwy kierunek. Dla mnie tym czymś jest wiara i rodzina, czyli coś, co sam w dorosłym życiu stworzyłem i o co zadbałem. Każde z pozoru złe zdarzenie niesie w sobie pokłady dobra. Tylko my musimy umiejętnie odczytać dawane nam znaki. To nie jest łatwe, ale jeśli się wysilimy, zadamy sobie sami trudne pytanie, jest możliwe. To pokazują bohaterowie mojego programu, którzy podnieśli się po najgorszych chorobach i wypadkach, i teraz dodają sił innym, i poniekąd o tym mówi też moja książka. Już dostaję listy od osób, którym jej lektura pomogła. Najlepszą recenzją jest chyba ta, że książka powinna być „obowiązkową” lekturą dla wszystkich chorych w szpitalu, że każdy powinien ją mieć przy łóżku. To przesada, ale myślę, że nawet Ci, którym wszystko się układa, będą bogatsi wewnętrznie, jeśli do niej zajrzą. Podobno czyta się ją w jeden wieczór…

  • Jakie ma Pan plany zawodowe na rok 2011 ?

Prawdopodobnie 9 marca wchodzi film dokumentalny o Janie Pawle II, w którym jestem narratorem –  film kinowy i potem serial TV, więc to są moje najbliższe plany i, jak widać, już zrealizowane! A poza tym chciałbym, aby wrócił na antenę program „Niepokonani” (bo spadł z anteny, ale walczymy o powrót, są szanse ze się uda). Marzy mi się duży autorski program, mam takie doświadczenie życiowe i zawodowe, że już na to najwyższa pora, no i kolejne dobre wydania „Wiadomości”. Chciałbym nadal wzbudzać tak duże, jak to jest teraz, zaufanie u widzów (z czym spotykam się niemal każdego dnia na ulicy). Dla dziennikarza to najlepszy dowód, że to, co robi, ma sens i jest komuś potrzebne!

Dziękuję za rozmowę

 


20 lat doświadczeń to powód do dumy. Stąd w historii York School jubileusze to już mała tradycja: 10 lecie w ogrodzie Yorku, 15 lecie w „Wierzynku” i ostatni bankiet w hotelu Andel’s.

Jeżeli firma utrzymuje się na rynku kilkanaście lat, to znaczy, że jest godna zaufania, ma wypracowane procedury i metody działania. Świętując, budujemy wizerunek firmy stabilnej i wiarygodnej.

Pytamy Dorotę Soszyńską, współwłaścicielkę firmy Oceanic S.A. (październik 2010)

Wywiad z MARCINEM GORTATEM, koszykarzem NBA. (wrzesień 2010)
Rozmowa z Elżbietą Znosko-Łapczyńską, Dyrektor Generalną Związku Rzemiosła Polskiego. (sierpień 2010)
Rozmowa z Ryszardem Florkiem, Prezesem Zarządu FAKRO. (lipiec 2010)
Rozmowa z Janem Zającem, Prezesem Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych. (czerwiec 2010)

Rozmowa z prof. Joanną Senyszyn, posłanką do Parlamentu Europejskiego. (maj 2010)

Rozmawiamy z Tomaszem Michalikiem, nowym Przewodniczącym Krajowej Rady Doradców Podatkowych. (maj 2010)

Rozmowa z Wojciechem Nowakiem – Prezesem Zarządu HORN Sp. z o.o. (kwiecień 2010)

Rozmowa z Naczelnikiem Urzędu Skarbowego – Barbarą Stanuch. (marzec 2010)

O kilka praktycznych porad dla sklepów internetowych i innych serwisów e-biznesowych prosimy Macieja Blajera, właściciela firmy Astcon Rozwiązania Informatyczne. (luty 2010)

Rozmowa z Aleksandrem Skirmunttem, Członkiem Zarządu firmy EMMERSON S.A. (styczeń 2010)

O nadchodzące zmiany pytamy Andrzeja Malinowskiego, Prezydenta Konfederacji Pracodawców Polskich. (grudzień 2009)

Rozmawiamy z Henryką Bochniarz, Prezydentem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. (listopad 2009)

Rozmowa z Przemysławem Kurnikem, szefem firmy e-marka.pl (październik 2009)

Prezesem Krajowego Rejestru Długów (wrzesień 2009)

Copyright © 2010 Forum Doradców Podatkowych   •   Wszelkie prawa zastrzeżone
designed by wyzga.com

Polecamy: Biuro rachunkowe Kraków   •   Księgowość online   •   Doradztwo podatkowe Kraków