Na antenie i poza anteną... - wywiad z dziennikarzem Krzysztofem Ziemcem.

  • Prowadzi Pan program oglądany przez miliony widzów, jakie rady mógłby Pan przekazać naszym czytelnikom, którzy boją się publicznych wystąpień ?

Każdy, szczególnie na początku, ma prawo się obawiać takich wystąpień. To naturalne. Brak nam doświadczenia, za to często paraliżuje nas trema. Wszystko jest kwestią wprawy. To, co mogę poradzić czytelnikom  –  Ci, którzy chcą albo będą musieli występować publicznie, muszą  starać się zdobywać doświadczenie! To tak, jak jazda na nartach – „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”. Ja tez kiedyś niejednokrotnie się „wywróciłem”, ale dzięki temu zdobyłem doświadczenie, które teraz procentuje i broni przed ewentualną wpadką. Tak więc nie bać się i starać się zabierać głos na publicznych spotkaniach, debatach, panelach. Potem je samemu prowadzić. Albo jeśli nie mamy takich doświadczeń, samemu się nagrywać w domu albo starać się mówić np. do lustra..

  • Jest Pan aktywnym zawodowo tatą trójki dzieci. Jak udaje się Panu połączyć karierę z udanym życiem rodzinnym?

Powiem szczerze, że jest to bardzo trudne, ale możliwe, dzięki mojej wspaniałej żonie, która panuje nad wszystkim. Gdyby nie jej poświecenie, byłoby trudno. Ale, jak widać, jest to możliwe. Musimy tylko sami w naszych głowach i sercach ustawić odpowiedni system wartości. Im wcześniej sami sobie uświadomimy, że nie żyjemy już tylko dla siebie, a dla innych, tym łatwiej będzie nam przyjąć te wszystkie ograniczenia wynikające z obowiązków domowych. Bo tak naprawdę to, o co warto walczyć, to dom, rodzina! Wszystko inne jest tylko dodatkiem. Czymś chwilowym co szybko mija… Na łożu śmierci nikt nie żałuje, że spędził za mało czasu w firmie, za to większość żałuje, że zbyt mało siebie dała właśnie rodzinie. Niech to będzie drogowskazem dla wątpiących. A uśmiech dziecka, jego zaufanie do rodzica jest największą nagrodą, jaką możemy dostać za nasze poświęcenie, te nieprzespane noce, poszarpane nerwy, zabieganie i rezygnację z własnych przyjemności…

  • Jakie były według Pana trzy najważniejsze wydarzenia, które miał Pan okazję relacjonawac w trakcie trwania swojej kariery dziennikarskiej ?

Bez trudu mogę wymienić je jednym tchem. To katastrofa w Smoleńsku, śmierć Jana Pawła II i atak na WTC… i to właśnie w tej kolejności. Smoleńsk to była niewyobrażalna tragedia, która spadła znienacka, jak grom z jasnego nieba, pozbawiając nas prezydenta, wojskowej i politycznej elity. W takich mementach (a ja wówczas byłem w studiu TVP 1 i miałem z Warszawy prowadzić uroczystości z Katynia; okazało się, że moja rola w studiu była znacznie większa niż pierwotnie to zaplanowano i to ja podałem na antenie TVP 1 tę  tragiczną informację) trudno właściwie się zachować, dobrać odpowiednie słowo, tak aby nie było to banalne, a zarazem uniknąć histerii czy patosu. Tu też bardzo dużo zależy od nas samych – od naszej wrażliwości, taktu, ale i doświadczenia dziennikarskiego… Na śmierć Jana Pawła II byliśmy jednak wszyscy stopniowo przygotowywani, wiedzieliśmy, że to musi jednak kiedyś nastąpić, choć pamiętam jak z trudem w studiu Wiadomości, które prowadziłem, powstrzymywałem łzy, a wzruszenie odbierało mi głos… Z kolei atak na WTC to już jednak historia, a poza tym to zdarzyło się daleko od nas, co ma jednak wpływ na temperaturę emocji. Ale pamiętam, jak u nas w newsroomie TVN24 (bo tam wówczas pracowałem) ta informacja „walnęła”! Nie byliśmy w stanie w to uwierzyć. Wszyscy myśleli, że to tylko awionetka, która przypadkowo zahaczyła o gmach WTC. Ja, jako wydawca, nie dałem też wiary reporterom, którzy zaczęli już krzyczeć, że drugi samolot wbił się w drugą wieżę. To był dla nas szok…

Inne takie zdarzenia to np. wojna w Iraku, powódź w 1997, pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, zawalenie się  hali w Katowicach i wiele innych. Zawód dziennikarza jest pełen takich trudnych momentów, ale nie ukrywajmy, że takie chwile są dla nas też sprawdzianem i dają nam poczucie, jak ważną misję  pełnimy.

  • Komu powierza Pan sprawy swoich finansów? Czy myśli Pan, że doradztwo podatkowe to ciekawy temat na program telewizyjny ?

 

Od kilku lat mam już, na szczęście, osobę, która doradza mi w ubezpieczeniach (to agent z jednego z dużych towarzystw). Spotkałem go po moim wypadku, bardzo mi pomógł i do dziś się spotykamy. W takich kontaktach też musi być nazwę to „jakaś chemia”… A program? Jest bardzo potrzebny, bo mamy coraz bardziej skomplikowane i nieczytelne przepisy, ale myślę, że zrobić coś takiego w sposób ciekawy w TV jest trudne, dlatego znacznie częściej o tym możemy przeczytać w gazetach i Internecie.

  • W swojej książce "Wszystko jest po coś"  i programie "Niepokonani" pokazuje Pan, że nawet w najbardziej trudnych  doświadczeniach można znaleźć pozytywne przesłanie. Jak znaleźć dystans do codziennych kłopotów i cieszyć się życiem mimo wszystko?

To trudne, ale możliwe. Trzeba mieć w sobie taką wewnętrzną busolę, która wskaże nam ten właściwy kierunek. Dla mnie tym czymś jest wiara i rodzina, czyli coś, co sam w dorosłym życiu stworzyłem i o co zadbałem. Każde z pozoru złe zdarzenie niesie w sobie pokłady dobra. Tylko my musimy umiejętnie odczytać dawane nam znaki. To nie jest łatwe, ale jeśli się wysilimy, zadamy sobie sami trudne pytanie, jest możliwe. To pokazują bohaterowie mojego programu, którzy podnieśli się po najgorszych chorobach i wypadkach, i teraz dodają sił innym, i poniekąd o tym mówi też moja książka. Już dostaję listy od osób, którym jej lektura pomogła. Najlepszą recenzją jest chyba ta, że książka powinna być „obowiązkową” lekturą dla wszystkich chorych w szpitalu, że każdy powinien ją mieć przy łóżku. To przesada, ale myślę, że nawet Ci, którym wszystko się układa, będą bogatsi wewnętrznie, jeśli do niej zajrzą. Podobno czyta się ją w jeden wieczór…

  • Jakie ma Pan plany zawodowe na rok 2011 ?

Prawdopodobnie 9 marca wchodzi film dokumentalny o Janie Pawle II, w którym jestem narratorem –  film kinowy i potem serial TV, więc to są moje najbliższe plany i, jak widać, już zrealizowane! A poza tym chciałbym, aby wrócił na antenę program „Niepokonani” (bo spadł z anteny, ale walczymy o powrót, są szanse ze się uda). Marzy mi się duży autorski program, mam takie doświadczenie życiowe i zawodowe, że już na to najwyższa pora, no i kolejne dobre wydania „Wiadomości”. Chciałbym nadal wzbudzać tak duże, jak to jest teraz, zaufanie u widzów (z czym spotykam się niemal każdego dnia na ulicy). Dla dziennikarza to najlepszy dowód, że to, co robi, ma sens i jest komuś potrzebne!

Dziękuję za rozmowę

 

Copyright © 2010 Forum Doradców Podatkowych   •   Wszelkie prawa zastrzeżone
designed by wyzga.com

Polecamy: Biuro rachunkowe Kraków   •   Księgowość online   •   Doradztwo podatkowe Kraków